Jeszcze dwa słowa o wspomnianym jabolu 😀 Żeby być precyzyjnym to nazwa pochodzi od tytułu piosenki "Kwiat Jabłoni" punkowej kapeli Trash Budda, bardziej spopularyzowanej przez zespół Trawnik i Kubę Sienkiewicza, ojca Kasi i Jacka, liderów zespołu Kwiat Jabłoni. I kółko się zamyka. Nie będę wchodził głębiej w podziemną, warszawską scenę muzyczną, bo to temat-rzeka i finalnie wylądujemy na Zacieraliach albo równie absurdalnej imprezie muzycznej.
Wracamy na Torwar - dawno mnie tam nie było, ale mam wrażenie, że nic się nie zmieniło od 20 lat. Smutny jest fakt, że to jest największa i najnowocześniejsza hala widowiskowa w Warszawie. Wstyd dla władz Warszawy, że nie potrafią od kilkunastu lat doprowadzić do powstania porządnego obiektu na kilkanaście tysięcy widzów, przez co plejada światowych gwiazd ucieka poza stolicę, mając większe hale w Łodzi, Gdańsku, Krakowie czy Gliwicach. Oczywiście nic Torwarowi nie ujmując, bo to żadna rudera - jest czysto, bezpiecznie, a człowiek po hali porusza się sprawnie, na dźwięk również nie można narzekać. Natomiast ograniczenia w liczbie widzów nie przeskoczymy. Warszawa potrzebuje hali na 20 tysięcy osób - koniec, kropka.
Ponarzekałem jak zwykle, teraz czas na show. Kwiat Jabłoni przyciąga dużą liczbę młodej publiczności stąd przed rozpoczęciem koncertu utworzyły się spore kolejki do stoisk gastronomicznych - jako dobry tatuś odstałem dobre 20 minut w kolejce po popcorn i piciu. Czego się nie robi dla dzieci, prawda?
Córka zadowolona, po drugiej piosence zdjęła słuchawki wygłuszające i nie założyła ich aż do końca. To co umiała, to śpiewała razem z zespołem, a na balladach machała telefonem z odpaloną latarką. Debiut udany.
Oczywiście cechą charakterystyczną Kwiatu Jabłoni jest umiejętne połączenie brzmienia mandoliny Jacka Sienkiewicza i pianina Kasi, ale zespół używa różnych stylów. Np. "Dom" czy "Wodymidaj" mają w sobie celtycki charakter, a w rozbudowanej koncertowej wersji mają niezwykły klimat. Z kolei podczas wykonania "Wzięli Zamknęli Mi Klub" poleciały nuty jakby z imprezy techno, a cały zespół wylądował na środkowym wybiegu skacząc i skandując w rytm beatów. Zabrakło tylko białych rękawiczek i piguł.
Kasia, Jacek i kilkoro muzyków zostali w tym podświetlonym kółeczku na dłużej - na część akustyczną, którą stanowiły "Piosenka O Słońcu", "Kwiat W Doniczce" i cover Natalii Przybysz "Nazywam Się Niebo". Nagle z dyskoteki przenieśliśmy się do lasu, a na scenie zapłonęło małe ognisko (sztuczne?).
Powrót na główną scenę nastąpił przy skocznych "Drogach Prostych". Chwilę później trochę westernu, czyli "Dziś Późno Pójdę Spać". Nadszedł czas na gościa, bo zgodnie z zapowiedziami zespołu na każdym koncercie trasy miał być gość. Liczyliśmy z żoną na Muńka (w końcu byliśmy w Warszawie) lub Sienkiewicza seniora (25 kwietnia gra w Łomiankach - idę!). Nic z tego, bo na scenie znalazła się Ewa Bem. Razem z zespołem zaśpiewała "Miłość Jest Jak Niedziela" i hicior Kwiatu "Od Nowa". Pani Ewy nie było za dobrze słychać, bo zrobił się wielki tumult i mikrofon się nie przebił. Miły przerywnik, ale już od dawna uważam, że zapraszanie gości ma wymiar głównie marketingowy, wartości artystycznej nie ma to żadnej, bo nie ma czasu na poprawne ustawienie dźwięku czy dostrojenie instrumentów. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że dzień wcześniej była Anita Lipnicka.
Na koniec setu podstawowego melancholijna "Buka". Bisy były z kolei bardzo dynamiczne i rozbujały halę na nowo, począwszy od "Było, Minęło", przez hard-rockowe "Zasnąłem Na Trawniku" z ostatniej płyty i punkową wersję "Kwiatu Jabłoni", jakże wierną oryginałowi. Chciałbym ich zobaczyć dłużej w takiej ostrej odmianie. Fanfary, oklaski i na tym koniec.
W ostatnim roku przyrzekłem sobie, że w miarę możliwości zobaczę czym jest spowodowany fenomen muzyków wywodzących się z szeroko pojętego projektu "Męskie Granie". Kwiat Jabłoni był na początek, a w kolejce czekają jeszcze Zalewski (tak wiem, że się wybił w Idolu), Podsiadło, Igo, Zawiałow i pozostali. Mimo, że to była muzyka pop, a publiczność mocno piknikowa, to przyznam, że bawiłem się świetnie. W kwestii produkcji nie ma się czego wstydzić, spokojnie poziom światowy. Także, jak ktoś z Was znajdzie w jakiejś melinie archiwalne jabole, to można spokojnie rozpić flaszkę "Kwiatu Jabłoni" za zdrowie zespołu.
10. Wzięli Zamknęli Mi Klub
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz